Dlaczego zdecydowałem się na Starlink?
Mieszkam na wsi, gdzie jedyną opcją jest internet radiowy za 145 PLN miesięcznie. Brzmi nieźle? Niestety, to 60/12 Mbps z masą problemów – zrywane połączenia na callach, utrata pakietów i skaczące pingi. Gdy pracujesz zdalnie na dwóch etatach, takie rzeczy potrafią doprowadzić do szału.
Po długich wahaniach i podwyżce cenowej z 230 PLN do 335 PLN miesięcznie, w końcu się zdecydowałem. Starlink miał być moim wybawieniem – nie chodziło mi o większą prędkość, ale o stabilność i przyzwoity ping. Jeśli mam płacić 335 PLN, to oczekuję narzędzia, które po prostu działa.
Jak wygląda dostawa i pierwsze uruchomienie?
Myślałem, że paczka przyjdzie zza oceanu, ale okazało się, że Starlink wysyła z Polski. Zamiast obiecywanych 3 dni roboczych, czekałem tydzień. Nie najgorzej, ale można lepiej.
Kurier ledwo dźwignął paczkę – waży jak worek kamieni. Gorzej, że przyszła w zwykłym kartonie zabezpieczonym dwoma kawałkami taśmy. Spód zapadnięty, wszystko wyglądało jakby ktoś już tego używał. Na szczęście sprzęt okazał się nieuszkodzony.
W pudełku znajdziesz:
- Antenę
- Stojak
- Router
- Przewód łączący
Uwaga! Router nie ma gniazda ethernet – musisz dokupić adapter, żeby rozprowadzić sieć po domu. To trochę irytujące za takie pieniądze.
Jakie są pierwsze wrażenia z prędkości i stabilności?
Antena sama się ustawiła w kilka minut. Pierwszy test prędkości? Rozczarowanie. Download piękny, upload przyzwoity, ale ping 73 ms – to nie o to chodziło. Przestawiłem antenę o kilka metrów dalej od domu i ping spadł do około 50 ms. Lepiej, ale wciąż nie ideał.
Prawdziwy test przyszedł wieczorem w League of Legends. Tu zaskoczyłem się pozytywnie – ping oscylował między 30-40 ms z rzadkimi skokami do 60 ms. Przez ponad godzinę gry wszystko działało stabilnie.
Najważniejsze? Przez cały pierwszy dzień na przeróżnych callach ani razu nie zerwało mi połączenia. To był jeden z głównych problemów z internetem radiowym i tutaj Starlink zdał egzamin na piątkę.
Czy warto płacić 335 PLN miesięcznie?
To pytanie za milion dolarów. Jeśli mieszkasz w mieście z dostępem do światłowodu, odpowiedź brzmi: raczej nie. Ale jeśli jesteś skazany na internet radiowy lub ADSL, to Starlink może być wybawieniem.
335 PLN to sporo kasy, ale patrząc na to jako narzędzie pracy – może się opłacać. Stabilność połączenia i brak utraty pakietów to coś, czego desperacko potrzebowałem. Pierwszego dnia Starlink spełnił moje podstawowe oczekiwania.
Jakie są wady i problemy do rozwiązania?
Nie wszystko jest idealne. Ping mógłby być lepszy – w recenzjach widziałem niższe wartości. Może to kwestia lokalizacji na północy kraju i dostępności satelitów.
Największy problem? Montaż. Przewód ma średnicę 2,5 cm przez niepraktyczne końcówki, które nie dają się zdjąć. To oznacza sporą dziurę w ścianie. Dodatkowo trzeba dokupić adapter ethernet i uchwyt na dach.
Nie testowałem jeszcze działania podczas deszczu czy śniegu, choć antena ma wbudowaną grzałkę do rozpuszczania śniegu. To będzie kolejny etap moich testów.
Czy kupowałbym ponownie?
Po pierwszym dniu użytkowania – prawdopodobnie tak. Stabilność połączenia to coś, na co czekałem latami. Brak zerwanych połączeń na callach i przyzwoity ping w grach to duży krok naprzód.
Czy polecam? Zależy od Twojej sytuacji. Jeśli masz dostęp do przyzwoitego internetu stacjonarnego, zostań przy nim. Ale jeśli jesteś skazany na słabe połączenia wiejskie, Starlink może być wart swojej ceny.
To dopiero początek moich testów. Planuję sprawdzić różne lokalizacje anteny, działanie w różnych warunkach pogodowych i długoterminową stabilność. Będę się dzielił dalszymi wrażeniami, bo wiem, że wielu z Was zastanawia się nad tą inwestycją.
„`
